Niektórzy ludzie modlili się, poruszając ustami w językach z każdego zakątka świata.
Inni patrzyli w pustkę, wykonując prywatne obliczenia śmiertelności.
Niektórzy próbowali udawać, że to normalne, przewijając filmy, których nie byli w stanie zrozumieć.
Doktor Alicia Monroe przemieszczała się między regałami niczym stały płomień świecy w przeciągowym pokoju.
Nie miała tu żadnej oficjalnej władzy, nie nosiła żadnej odznaki, ani munduru.
Ale zrozumiała coś bardzo ważnego: w kryzysowej sytuacji obecność spokojnej osoby może zapobiec przekształceniu się paniki w panikę.
Nie wszyscy chcieli spokoju.
Podróżując pierwszą klasą, mężczyzna o nazwisku Carter Whitfield spędził cały lot pijąc burbon i narzekając na upadek nowoczesnych podróży lotniczych.
Teraz jego narzekanie przybrało ostrzejszy ton.
„To niewiarygodne” – powiedział głośno. „Wpuścili do kokpitu jakiegoś przypadkowego gościa. Nieznajomego. Z ulicy”.
Jennifer podeszła do niego, zmuszając się do mówienia profesjonalnym tonem.
„Panie, potwierdzono, że był to były pilot wojskowy” – powiedziała.
„Zweryfikowane przez kogo?” – zaśmiał się Carter. „Kolejny pasażer? Latam pierwszą klasą od trzydziestu lat. Wiem, jak to działa. Powiedzą wszystko, żeby uciszyć ludzi, gdy samolot się rozbije”.
Doktor Monroe stanął przed nim.
„Człowiek w kokpicie wie, co robi” – powiedziała. „Widziałam, jak wyjaśniał sytuację. Rozumiał rzeczy, których nikt z nas nie mógł zgadnąć”.
Carter uśmiechnął się szyderczo.
„Obserwowałeś go” – powiedział. „Obserwowanie nie znaczy wiedzieć. O ile wiesz, znał na pamięć kilka filmów lotniczych”.
„Służył w Siłach Powietrznych” – powiedział dr Monroe.
„Tak twierdzi” – odparł Carter.
Jego głos się podniósł.
„I tak po prostu mu uwierzyłeś? Facet z trenerem nagle ogłasza, że jest pilotem myśliwca – no weź. Rusz głową.”
Te słowa były jak policzek.
Nie ze względu na głośność.
Z powodu kryjącego się za nimi przesłania: nieomylne, brzydkie.
Na chwilę kabina zamarła.
Twarz doktora Monroe’a stała się zimna.
„Kolor jego skóry nie ma nic wspólnego z jego kwalifikacjami” – powiedziała.
A za częściowo otwartymi drzwiami kokpitu – ponieważ interkom był włączony – Marcus słyszał każde słowo.
Jego ręce nie drżały.
Jego koncentracja nie uległa zmianie.
Już dawno temu zrozumiał, że opinie ludzi takich jak Carter Whitfield nie mają znaczenia, gdy rządzi fizyka.
Jedyną rzeczą, która się liczyła, był samolot.
Życie za nim.
Święta odpowiedzialność sprowadzenia ich z powrotem na Ziemię.
Jednak gdzieś głęboko w środku coś stwardniało.
„Ryan” – powiedział cicho Marcus.
Ryan spojrzał w górę.
“Co?”
„Ciśnienie hydrauliczne spada” – powiedział Marcus. „Powoli, ale spada. Gdzieś tracimy płyn”.
Ryan sprawdził wyświetlacz.
„Zbiorniki zapasowe powinny wystarczyć na co najmniej trzy godziny” – powiedział.
„Przy normalnym użytkowaniu” – odpowiedział Marcus. „Tryb czuwania obciąża system bardziej. Jest mniej wydajny”.
Wykonał obliczenia, nie zapisując ich.
„W tym tempie” – powiedział Marcus – „za jakieś dziewięćdziesiąt minut zejdziemy poniżej minimalnego ciśnienia. Może nawet szybciej”.
Ryan wpatrywał się.
„To nie wystarczy, żeby dotrzeć do Keflavíku” – powiedział.
„Nie” – zgodził się Marcus. „Nie jest”.
W kabinie Jennifer udało się nakłonić Cartera, aby wrócił na swoje miejsce.
Doktor Monroe stała w przejściu, jej ręce się trzęsły – nie ze strachu, a z tłumionego gniewu.
Interkom zatrzeszczał.
Usłyszałam głos Ryana, teraz spokojniejszy, ostrożny i uspokajający.
„Szanowni Państwo, kierujemy się na międzynarodowe lotnisko w Keflavíku na Islandii. Przewidywane jest rozpoczęcie zniżania za około godzinę. Prosimy o pozostanie na miejscach z zapiętymi pasami bezpieczeństwa. Sytuacja jest pod kontrolą”.
Doktor Monroe usłyszał drżenie pod maską jego opanowania.
Pominięcie.
Kiedy sytuacja zaczynała się wymykać spod kontroli, ludzie mówili, że sytuacja jest pod kontrolą .
W kokpicie Marcus podjął decyzję.
„Ryan” – powiedział – „muszę przejąć stery”.
Ryan mrugnął.
„Chcesz latać?”
„Muszę” – powiedział Marcus. „Ta strata hydrauliczna sprawi, że sterowanie będzie cięższe i mniej czułe. Nigdy tak nie latałeś”.
Ryan zawahał się.
Każda zasada, każdy przepis, każdy slajd instruktażowy krzyczał „nie” .
Pasażer nie powinien lecieć samolotem komercyjnym.
Jednak Ryan czuł, że wolant staje się coraz cięższy w jego dłoniach.
Widział, jak wskazówka ciśnienia przesuwa się w stronę niebezpieczeństwa.
Myślał o swojej żonie, będącej w ciąży z ich pierwszym dzieckiem, czekającej na niego w Londynie.
Myślał o 242 osobach za nim.
Przełknął ślinę.
„Dobrze” – powiedział. „Masz samolot”.
Marcus zajął miejsce kapitana.
Jarzmo leżało mu w dłoniach tak pewnie, jak stary instrument.
787 był większy niż jakikolwiek myśliwiec, jakim kiedykolwiek latał — cięższy i wolniejszy.
Ale podstawy były takie same.
Drążek i ster.
Wysokość dźwięku i moc.
Odwieczna rozmowa pomiędzy ludzką wolą i prawami fizyki.
„Mam samolot” – potwierdził Marcus.
I przez jedną prywatną sekundę pozwolił sobie poczuć cały ciężar maszyny wokół siebie, życia zależne od jego umiejętności, ciemność naciskającą na okna.
Zrezygnował z tego.
Odszedł z nieba, aby zostać ojcem.
Ale niebo nigdy od niego nie odeszło.
Następny
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.