Ryan skinął głową.
„Zaczęło się jakieś czterdzieści minut temu” – powiedział. „Komunikat ostrzegawczy na komputerze numer dwa. Monitorowaliśmy. Potem komputer numer jeden uległ awarii. Kapitan uruchomił listę kontrolną. Wtedy uderzyły turbulencje – i to mocno”.
„A teraz jesteś na jednym”, powiedział Marcus.
„Tak” – powiedział Ryan. Jego głos się załamał. „I to jest poniżające”.
Marcus spojrzał na niego.
„Próbowałeś przełączyć na tryb czuwania?”
Ryan pokręcił głową.
„Lista kontrolna wskazuje ostateczność” – powiedział. „Nigdy nie robiłem tego poza symulatorem”.
Marcus wskazał na środkowy cokół.
„To jest rezerwowy moduł sterowania lotem” – powiedział. „Kiedy go włączasz, całkowicie pomijasz komputery główne. Tracisz autopilota. Tracisz automatyczną przepustnicę. Tracisz wiele zabezpieczeń. Ale zyskujesz prostszą ścieżkę sterowania”.
Ryan wpatrywał się w panel.
„A co jeśli to nie zadziała?”
„W takim razie nie jesteśmy w gorszej sytuacji” – powiedział Marcus.
Pozwolił, by jego głos stał się łagodniejszy, tylko na tyle.
„Ale to zadziała. Ćwiczyłeś do tego. Teraz to zrobimy.”
Za oknami kokpitu: tylko ciemność.
Brak horyzontu.
Brak pocieszającego odniesienia.
Pod nimi był tylko Atlantyk — czarny i niepoznawalny.
Marcus poprowadził Ryana krok po kroku.
„Wyłącz autopilota” – powiedział.
Ryan tak zrobił.
„Sprawdź ciśnienie hydrauliczne.”
„Normalnie” – powiedział Ryan.
„Uzbrojenie w gotowości”.
Palce Ryana zawisły w powietrzu.
„Sprawdź światła” – powiedział Marcus.
Oddech Ryana stał się płytki.
Gdy zawahał się przy ostatniej zmianie, Marcus położył mu dłoń na ramieniu.
„Dasz radę” – powiedział Marcus. „Po prostu leć samolotem”.
Ryan włączył przełącznik.
Przez chwilę nic.
Potem jarzmo się poluzowało – martwe.
Samolot zadrżał.
Spadli sto stóp tak szybko, że Marcus poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła.
A potem—
Uruchomiono system czuwania.
Jarzmo usztywniło się.
Odpowiedź zwrócona.
Ryan delikatnie się odsunął.
Nos się podniósł.
Samolot się ustabilizował.
„Działa” – wyszeptał Ryan. „O mój Boże. Działa”.
Marcus dał sobie chwilę na odczucie ulgi.
Potem już patrzył przed siebie.
„Musimy zmienić trasę” – powiedział.
Ryan spojrzał na wyświetlacz nawigacyjny.
„Keflavík” – powiedział. „Islandia. Około dwóch godzin przy obecnej prędkości”.
„Czy damy radę?” zapytał Marcus.
Szczęka Ryana drgnęła.
„Nie wiem” – przyznał. „Standby nie jest przeznaczony do długich lotów. I nie wiemy, co jeszcze zawiedzie”.
Marcus skinął głową.
„W takim razie jedziemy” – powiedział. „Keflavík”.
Część III — Chata i spadek
W głównej kabinie siedziało 242 pasażerów, którym strach ściskał gardła.
Wieść rozeszła się szybko po tym, jak Marcus zniknął w kokpicie.
Następny
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.