Czarnoskóry samotny ojciec zasnął na miejscu 8a — wtedy kapitan poprosił o pilotów bojowych. Był to nocny lot z Chicago do Londynu. Ekrany jarzyły się. Koce unosiły się i opadały. Silniki wydawały ten jednostajny ryk, który zazwyczaj usypia kabinę i pozwala jej zapomnieć o sobie.

Ryan skinął głową.

„Zaczęło się jakieś czterdzieści minut temu” – powiedział. „Komunikat ostrzegawczy na komputerze numer dwa. Monitorowaliśmy. Potem komputer numer jeden uległ awarii. Kapitan uruchomił listę kontrolną. Wtedy uderzyły turbulencje – i to mocno”.

„A teraz jesteś na jednym”, powiedział Marcus.

„Tak” – powiedział Ryan. Jego głos się załamał. „I to jest poniżające”.

Marcus spojrzał na niego.

„Próbowałeś przełączyć na tryb czuwania?”

Ryan pokręcił głową.

„Lista kontrolna wskazuje ostateczność” – powiedział. „Nigdy nie robiłem tego poza symulatorem”.

Marcus wskazał na środkowy cokół.

„To jest rezerwowy moduł sterowania lotem” – powiedział. „Kiedy go włączasz, całkowicie pomijasz komputery główne. Tracisz autopilota. Tracisz automatyczną przepustnicę. Tracisz wiele zabezpieczeń. Ale zyskujesz prostszą ścieżkę sterowania”.

Ryan wpatrywał się w panel.

„A co jeśli to nie zadziała?”

„W takim razie nie jesteśmy w gorszej sytuacji” – powiedział Marcus.

Pozwolił, by jego głos stał się łagodniejszy, tylko na tyle.

„Ale to zadziała. Ćwiczyłeś do tego. Teraz to zrobimy.”

Za oknami kokpitu: tylko ciemność.

Brak horyzontu.

Brak pocieszającego odniesienia.

Pod nimi był tylko Atlantyk — czarny i niepoznawalny.

Marcus poprowadził Ryana krok po kroku.

„Wyłącz autopilota” – powiedział.

Ryan tak zrobił.

„Sprawdź ciśnienie hydrauliczne.”

„Normalnie” – powiedział Ryan.

„Uzbrojenie w gotowości”.

Palce Ryana zawisły w powietrzu.

„Sprawdź światła” – powiedział Marcus.

Oddech Ryana stał się płytki.

Gdy zawahał się przy ostatniej zmianie, Marcus położył mu dłoń na ramieniu.

„Dasz radę” – powiedział Marcus. „Po prostu leć samolotem”.

Ryan włączył przełącznik.

Przez chwilę nic.

Potem jarzmo się poluzowało – martwe.

Samolot zadrżał.

Spadli sto stóp tak szybko, że Marcus poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła.

A potem—

Uruchomiono system czuwania.

Jarzmo usztywniło się.

Odpowiedź zwrócona.

Ryan delikatnie się odsunął.

Nos się podniósł.

Samolot się ustabilizował.

„Działa” – wyszeptał Ryan. „O mój Boże. Działa”.

Marcus dał sobie chwilę na odczucie ulgi.

Potem już patrzył przed siebie.

„Musimy zmienić trasę” – powiedział.

Ryan spojrzał na wyświetlacz nawigacyjny.

„Keflavík” – powiedział. „Islandia. Około dwóch godzin przy obecnej prędkości”.

„Czy damy radę?” zapytał Marcus.

Szczęka Ryana drgnęła.

„Nie wiem” – przyznał. „Standby nie jest przeznaczony do długich lotów. I nie wiemy, co jeszcze zawiedzie”.

Marcus skinął głową.

„W takim razie jedziemy” – powiedział. „Keflavík”.

Część III — Chata i spadek
W głównej kabinie siedziało 242 pasażerów, którym strach ściskał gardła.

Wieść rozeszła się szybko po tym, jak Marcus zniknął w kokpicie.

Następny

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.