Mówiła, patrząc na mnie, oczekując reakcji, oczekując, że będę pod wrażeniem. Po prostu skinąłem głową.
„Jak miło” – powiedziałem.
„To cudownie” – kontynuowała. „Wiesz, Aara, zawsze bardzo ostrożnie gospodarowaliśmy pieniędzmi. Ciężko pracowaliśmy. Inwestowaliśmy dobrze. Teraz mamy nieruchomości w trzech krajach. Franklin prowadzi duże firmy, a ja, cóż, nadzoruję nasze inwestycje”.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech wyższości.
„A ty, czym właściwie się zajmujesz?” Jej ton był słodki, ale i jadowity.
„Pracuję w biurze” – odpowiedziałem, spuszczając wzrok. „Zajmuję się wszystkim po trochu. Papierkową robotą, archiwizacją, prostymi rzeczami”.
Veronica wymieniła spojrzenia z Franklinem.
„Aha, rozumiem. Praca administracyjna. W porządku. To uczciwe. Każda praca jest godna, prawda?”
„Oczywiście” – odpowiedziałem.
Przyniesiono jedzenie. Ogromne talerze z malutkimi porcjami, wszystkie udekorowane jak dzieła sztuki. Veronica kroiła stek z precyzją.
„To kosztuje 80 dolarów” – powiedziała. „Ale warto. Za jakość warto zapłacić. Przecież nie da się zjeść wszystkiego, prawda?”
Skinąłem głową. „Oczywiście, masz rację.”
Marcus próbował zmienić temat, mówiąc o pracy i jakichś projektach. Veronica mu przerwała.
„Synu, czy twoja matka mieszka sama?”
Marcus skinął głową. „Tak, ma małe mieszkanie”.
Weronika spojrzała na mnie z udawaną litością.
„To musi być trudne, prawda, mieszkać samemu w twoim wieku bez większego wsparcia? A twoja pensja pokrywa wszystko?”
Poczułem, jak pułapka się zamyka. Ledwo odpowiedziałem: „Ale daję radę. Oszczędzam, gdzie mogę. Niewiele mi potrzeba”.
Weronika westchnęła dramatycznie.
„Och, Elaro, jesteś taka odważna. Naprawdę podziwiam kobiety, które zmagają się z samotnością. Chociaż oczywiście zawsze chcemy dać naszym dzieciom więcej, dać im lepsze życie. No cóż, każdy daje z siebie wszystko.”
To był subtelny, ale śmiertelny cios. Mówiła mi, że nie byłam wystarczająco dobra dla mojego syna, że nie dałam mu tego, na co zasługiwał, że byłam biedną, niewystarczającą matką.
Simone patrzyła na swój talerz. Marcus zaciskał pięści pod stołem, a ja tylko się uśmiechałem.
„Tak, masz rację. Każdy daje z siebie tyle, ile może.”
Veronica kontynuowała: „Zawsze dbaliśmy o to, żeby Simone miała wszystko, co najlepsze. Uczęszczała do najlepszych szkół, podróżowała po świecie, nauczyła się czterech języków. Teraz ma świetną pracę, bardzo dobrze zarabia. A kiedy wyszła za mąż za Marcusa, cóż, bardzo im pomogliśmy. Daliśmy im pieniądze na zaliczkę na dom. Zapłaciliśmy za ich miesiąc miodowy, bo tacy właśnie jesteśmy. Wierzymy w wspieranie naszych dzieci”.
Spojrzała na mnie uważnie.
„A ty, czy mogłeś pomóc Marcusowi w czymś, kiedy się pobierali?”
Pytanie zawisło w powietrzu niczym ostry nóż.
„Niewiele” – odpowiedziałem. „Dałem im, co mogłem. Mały prezent”.
Weronika się uśmiechnęła. „Jak słodko. Każdy szczegół się liczy, prawda? Kwota nie ma znaczenia. Liczy się intencja”.
I wtedy poczułem, jak wściekłość zaczyna we mnie wzbierać. Wściekłość nie była wybuchowa. Była zimna, kontrolowana, jak rzeka pod lodem.
Odetchnęłam powoli, zachowałam nieśmiały uśmiech i pozwoliłam Veronice mówić dalej, bo właśnie tak robią ludzie tacy jak ona. Gadają. Nadymają się. Popisują. A im więcej mówią, tym bardziej się odsłaniają, tym bardziej obnażają pustkę w sobie.
Weronika wzięła łyk czerwonego, drogiego wina i zaczęła nim kręcić w dłoni, jakby była ekspertką.
„To wino pochodzi z ekskluzywnego regionu we Francji. Kosztuje 200 dolarów za butelkę, ale kiedy znasz jakość, nie oszczędzasz. Pijesz wino, Ara?”
„Tylko na specjalne okazje” – odpowiedziałem – „i zazwyczaj najtaniej. Nie znam się za bardzo na tych sprawach”.
Weronika uśmiechnęła się protekcjonalnie.
Następny
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.