„Imponujące” – poprawił mnie, całując w czubek głowy. „I nie martw się o raty kredytu hipotecznego. Wiem, że teraz masz mało zleceń projektowych, ale dam sobie radę. Skup się tylko na tym, żeby to dobrze wyglądało, kiedy przyjadą mama i Brooke”.
Wspomnienie o rodzinie sprawiło, że w pomieszczeniu zrobiło się cieńiej, jakby spadło ciśnienie powietrza.
„Dobra” – powiedziałem, odsuwając się, żeby wyprostować stos podstawek, który wcale nie wymagał prostowania. „Będą lada moment”.
Dzwonek do drzwi zadzwonił dziesięć minut później.
Lorraine Reed nie tylko weszła do pokoju, ale także go obejrzała.
Kiedy otworzyłem te piękne orzechowe drzwi, moja teściowa już patrzyła ponad moim ramieniem, jej wzrok błądził po holu, dokonując inwentaryzacji. Miała na sobie beżowy kardigan z kaszmiru, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój pierwszy samochód, a jej srebrne włosy były polakierowane w kask perfekcji.
Obok niej stała Brooke, starsza siostra Noaha, zapracowana i niecierpliwa, trzymająca za ręce dwójkę swoich dzieci, podczas gdy jej mąż, Tyler, podążał za nią z chłodziarką taniego piwa.
„No cóż” – powiedziała Lorraine, przechodząc obok mnie, nie czekając na zaproszenie. Nie uściskała mnie. Po prostu minęła mnie, a jej perfumy – mdła, kwiatowa chmura – wypełniły hol. „Więc to już koniec. O to całe zamieszanie.”
„Cześć, Lorraine. Cześć, Brooke” – powiedziałem, zamykając drzwi przed rześkim powietrzem Kolorado.
Brooke zrzuciła buty i zostawiła je na środku chodnika.
„Boże, jazda była okropna” – jęknęła. „Tyler znowu zjechał w złą stronę”.
Rozejrzała się dookoła, mrużąc oczy, gdy dostrzegła wysokie sufity i otwartą przestrzeń.
„Jest duży. Większy niż zdjęcia, które przysłał Noah.”
„Ma trzy tysiące stóp kwadratowych” – powiedział Noah, wypinając pierś, wchodząc za mną. Przytulił matkę, która pogłaskała go po policzku z czułością, jakiej nigdy nikomu innemu nie okazywała.
„Mój odnoszący sukcesy chłopiec” – zagruchała Lorraine, zniżając głos do tego teatralnego szeptu, którego używała, gdy chciała mnie wykluczyć, stojąc tuż obok. „Tak dobrze ci poszło, Noah. Pomyśleć… Reed w takim domu. Twój ojciec byłby taki dumny”.
Potem zwróciła na mnie wzrok i uśmiechnęła się szeroko.
„A Avery, kochanie, musisz budzić się każdego dnia i szczypać się w brzuch. Niewiele dziewczyn z twoim pochodzeniem trafia do takiego kodu pocztowego jak Cypress Hollow”.
„Jestem tu bardzo szczęśliwy” – powiedziałem, utrzymując neutralny ton. Dawno temu nauczyłem się, że reagowanie na Lorraine jest jak karmienie bezdomnego kota – to gwarancja, że wróci po więcej.
„Szczęśliwa” to mało powiedziane – powiedziała Brooke, wchodząc do salonu i przesuwając dłonią po oparciu mojej kremowej, lnianej sofy. „Uważaj na dzieci, Tyler. Wygląda, jakby się plamiło, jeśli tylko źle na to spojrzysz. Praktyczny wybór, Avery.”
„Lubię jasne kolory” – powiedziałem. „Otwierają przestrzeń”.
„No cóż, zobaczymy, jak długo to potrwa” – mruknęła Brooke, opadając na fotel.
Kolacja miała być świętem.
Spędziłam cztery godziny piekąc kurczaka z ziołami z małego ogródka, który już założyłam na tyłach domu, i nakryłam stół piękną porcelaną. Ale kiedy usiedliśmy, stało się jasne, że to nie była parapetówka dla mnie.
Dla nich było to swoiste podboje.
Lorraine zajęła miejsce na czele stołu – miejsce, które zazwyczaj rezerwowałem dla Noaha – ale zajęła je, zanim zdążyłem postawić miskę z sałatką. Dziobała kurczaka, oddzielając skórkę z chirurgiczną precyzją.
„No więc” – powiedziała Lorraine, leniwie wskazując widelcem sufit – „Noah wspomniał, że na górze są cztery sypialnie. To chyba przesada jak na was dwoje, prawda?”
„Chcemy przestrzeni do rozwoju” – powiedział Noah, nalewając wino Tylerowi. „Przestrzeń biurową, pokój gościnny. Może w końcu pokój dziecięcy”.
„W końcu” – prychnęła Brooke z ustami pełnymi ziemniaków. „Ale teraz to tylko pusta przestrzeń. Wiesz, Tyler i ja przyglądaliśmy się rynkowi wynajmu. Tam jest rabunek. To mieszkanie na Czwartej rozpada się w gruzach”.
„Dajemy sobie radę” – powiedział cicho Tyler, wpatrując się w talerz. Był człowiekiem, który dawno temu nauczył się, że jedyną obroną jest milczenie.
„Ledwo” – odparła Brooke.
Odwróciła się do Noaha, a w jej oczach pojawił się drapieżny błysk.
„Zrobiliśmy małą wycieczkę, kiedy byłeś w łazience” – powiedziała. „Te dwie tylne sypialnie na drugim piętrze – te, które mają wspólną łazienkę? Są trochę odizolowane od głównej sypialni. To prawie jak osobne mieszkanie”.
Opuściłem widelec.
Znałem ten ton. To był dźwięk kogoś wbijającego flagę.
„To świetny układ” – zgodził się Noah, nieświadomy lub celowo ignorujący, do czego to zmierza.
„Myślałam sobie” – wtrąciła Lorraine płynnie, a jej głos brzmiał jak wylany olej. „Skoro rodzina jest najważniejsza, a ten dom jest tak duży – to prawdziwy dowód odporności rodziny Reedów – szkoda byłoby zmarnować tyle metrów kwadratowych, podczas gdy twoja siostra walczy o przetrwanie”.
Moje serce zaczęło walić powoli i ciężko o żebra. Wziąłem łyk wody, zmuszając rękę do trzymania się prosto.
„Pokoje gościnne są przygotowane dla klientów” – powiedziałem spokojnie. „Jednego używam do inwentaryzacji, a drugiego do sporządzania dokumentów”.
Lorraine roześmiała się krótko i ostro.
„Och, Avery, bądźmy realistami. Twoje małe hobby freelancerskie są urocze, ale nie są powodem, żeby odmawiać rodzinie dachu nad głową. Noah, zawsze byłeś hojny. Wyobraź sobie kuzynów dorastających w tym domu. Podwórko jest dla nich idealne”.
„To tylko pomysł” – dodała Brooke, choć jej ton sugerował, że to już przesądzone. „Mogłybyśmy umieścić aneks kuchenny na półpiętrze. Byłoby jak apartament. Nawet nie przeszkadzalibyśmy”.
Noah spojrzał na mnie, potem na swoją matkę.
Następny
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.