„Tak” – odpowiedziała Weronika. „Stabilność finansowa i emocjonalna. Bardzo mu pomogliśmy i będziemy nadal pomagać. Ale wierzymy również, że ważne jest, aby Marcus nie miał niepotrzebnych obciążeń”.
Jej ton był jasny. Nazywała mnie ciężarem. Mnie, jego matkę, jego teściową.
Simone patrzyła na swój talerz, jakby chciała zniknąć. Marcus miał zaciśniętą szczękę.
„Ciężary?” powtórzyłem.
Weronika westchnęła. „Nie chcę zabrzmieć ostro, Alara, ale w twoim wieku, kiedy mieszkasz sama z ograniczoną pensją, to naturalne, że Marcus się o ciebie martwi, czuje, że musi się tobą opiekować, i to jest w porządku. To dobry syn. Ale nie chcemy, żeby te zmartwienia wpłynęły na jego małżeństwo. Rozumiesz?”
„Doskonale” – odpowiedziałem.
Weronika się uśmiechnęła. „Cieszę się, że rozumiesz. Właśnie dlatego chcieliśmy z tobą porozmawiać. Franklin i ja o czymś pomyśleliśmy. Moglibyśmy ci pomóc finansowo, dać ci niewielkie miesięczne kieszonkowe, coś, co pozwoli ci żyć wygodniej, bez konieczności martwienia się o Marcusa. Oczywiście, to byłoby skromne. Cudów nie zdziałamy, ale byłoby to wsparciem”.
Milczałem, obserwując ją i czekając. Kontynuowała: „W zamian prosimy cię tylko o uszanowanie przestrzeni Marcusa i Simone, o to, żebyś nie szukała ich tak bardzo, nie naciskała na nich, dawała im swobodę budowania wspólnego życia bez przeszkód. Jak ci się to podoba?”
Była oferta, łapówka podszywająca się pod jałmużnę. Chcieli mnie przekupić. Chcieli mi zapłacić, żebym zniknął z życia mojego syna, żebym nie był utrapieniem, żebym nie przysparzał wstydu ich ukochanej córce swoją biedą.
Marcus wybuchnął. „Mamo, wystarczy. Nie musisz…”
Następny
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.