Proces zaszkodził jego.
Krąg towarzyski mojej matki, te same kobiety, na które robiła wrażenie przez dekady, zaczął się od niej dystansować. Jedna z sąsiadek mojego dziadka powiedziała mi, że widziała moją matkę na gali charytatywnej, stojącą samotnie przy barze, podczas gdy jej dawne przyjaciółki gromadziły się po drugiej stronie sali.
„To było smutne” – powiedział sąsiad. „Ale szczerze mówiąc, Taylor, ludzie gadają. To, co powiedziała o tobie w sądzie, było okrutne. Nikt nie chce być z tym kojarzony”.
Nie poczułem się szczęśliwy, słysząc to. Nie poczułem się usprawiedliwiony. Po prostu poczułem pustkę.
Kilka tygodni później spotkałem w kawiarni starą znajomą rodziny. Znała moich rodziców od 30 lat.
„Przykro mi z powodu tego, co się stało” – powiedziała ostrożnie. „Twój dziadek był dobrym człowiekiem. Dokonał właściwego wyboru”.
„Dziękuję” powiedziałem.
Zawahała się, po czym dodała: „Twoi rodzice borykają się z problemami finansowymi i społecznymi. Rozmawiają o sprzedaży domu”.
Nie pytałem o szczegóły. Nie chciałem wiedzieć.
„Mam nadzieję, że znajdą spokój” – powiedziałem. I mówiłem szczerze. Nie dlatego, że im wybaczyłem, ale dlatego, że nie chciałem już dłużej nosić w sobie ich bólu.
Przyjaciel wyglądał na zaskoczonego.
„To bardzo miłe z twojej strony.”
„To nie łaska” – powiedziałem. „To instynkt samozachowawczy. Nienawiść do nich zraniłaby mnie bardziej niż ich”.
Powoli skinęła głową.
„Twój dziadek byłby dumny z tego, kim się stałeś.”
To mnie rozśmieszyło, bo to prawda. I w przeciwieństwie do aprobaty moich rodziców, jego aprobata miała znaczenie.
Trzy miesiące po procesie podjąłem decyzję w sprawie spadku. Nie potrzebowałem 12 milionów dolarów. Miałem dobrą pracę, wygodne życie. Pieniądze były większe, niż mógłbym kiedykolwiek wydać na siebie. Ale dokładnie wiedziałem, co mój dziadek chciałby, żebym z nimi zrobił.
Zwołałem spotkanie z moim doradcą finansowym i Jennifer.
„Chcę założyć fundusz stypendialny” – powiedziałem. „Dla studentów prawa z rodzin o niskich dochodach”.
Jennifer się uśmiechnęła.
„Twojemu dziadkowi by się to spodobało.”
„Chcę nazwać go Funduszem Stypendialnym im. Williama Sullivana” – kontynuowałem. „Przekażę mu 2 miliony dolarów. To powinno zapewnić pełne stypendia dla co najmniej czterech studentów rocznie”.
Mój doradca skinął głową.
„To bardzo hojne.”
„On by tak zrobił” – powiedziałem.
Założyliśmy fundusz za pośrednictwem uczelni, do której uczęszczał mój dziadek. Pierwsze stypendia miały zostać przyznane następnej jesieni. Sam ustaliłem kryteria. Studenci, którzy pokonali poważne przeszkody, pracowali na kilku etatach i rozumieli, co to znaczy walczyć o swoje wykształcenie.
Studenci tacy jak ja kiedyś.
Kupiłem też dom. Nic ekstrawaganckiego, po prostu mały wiktoriański dom w spokojnej okolicy niedaleko firmy. Miał ogród, werandę i wystarczająco dużo miejsca na życie, jakie chciałem zbudować.
Resztę pieniędzy zainwestowałem zachowawczo. Nie chciałem się rzucać w oczy. Nie chciałem, żeby ludzie traktowali mnie inaczej ze względu na majątek mojego dziadka. Chciałem uczcić jego pamięć, żyjąc tak, jak mnie nauczył – z uczciwością, hojnością i determinacją.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.